Wellman versus Piekara - historia pewnego tweeta

Od kilu dni media społecznościowe rozgrzewa do czerwoności sprawa Doroty Wellman przeciwko Jackowi Piekarze. Dziennikarka wystąpiła do Sądu Okręgowego w Warszawie z pozwem o zadośćuczynienie za opublikowany na Tweeterze wpis pisarza komentujący jej poparcie dla „Czarnego marszu”:

Tweet Jacka Piekary źródło: https://twitter.com/JacekPiekara/status/953859791209877504 (dostęp 22.01.2018)

Z pierwszych doniesień prasowych wynikało, iż sąd przyznał kobiecie zawrotną kwotę 500 tys. zł, a pozwanemu odebrano prawo do obrony. Chcielibyśmy w kilku słowach skonfrontować te informacje z faktami i obowiązującym prawem.

Fakt # 1: nie 500 tysięcy zadośćuczynienia, i nie dla Doroty Wellman

Jak wynika z komunikatu prasowego Rzecznika Sądu Okręgowego w Warszawie (http://bip.warszawa.so.gov.pl/important/content/3252) prezenterka telewizyjna zażądała od pisarza, aby ten:

  1. opublikował przeprosiny w formie wpisu na portalu Twitter i „przypiął” je do swojego profilu na okres 3-miesięcy;
  2. opublikował przeprosiny na stronie internetowej www.wyborcza.pl oraz w dodatku do Gazety Wyborczej pt. „Wysokie Obcasy”;
  3. usunął naruszający jej dobra osobiste wpis na Twitterze;
  4. oraz zapłacił na rzecz wskazanej przez prezenterkę fundacji kwotę 25.000,00 zł;
  5. jak również zwrócił Dorocie Wellman poniesione przez nią koszty procesu.

Przypuszczać można zatem, że 466 tys. zł, którą rzekomo Jacek Piekara ma on zapłacić na rzecz Doroty Wellman, to w rzeczywistości kwota uwzględniająca również koszt umieszczenia przez niego przeprosin na łamach papierowego i internetowego wydania Gazety Wyborczej. Na to wskazywałaby treść tweeta samego pisarza:

Tweet Jacka Piekary

źródło: https://twitter.com/JacekPiekara/status… (dostęp 22.01.2018)

Fakt # 2: wyroki zaoczne nie są niczym nadzwyczajnym

Kolejną kontrowersją miało być toczenie się procesu bez wiedzy głównego zainteresowanego, czyli Jacka Piekary. Jest to jednak zgodny z procedurą cywilną sposób procedowania przez sądy. Sąd Okręgowy wyrokiem zaocznym uwzględnił całkowicie żądanie pozwu, wydając wyrok zaoczny. Wobec niezłożenia przez Jacka Piekarę w terminie sprzeciwu od wyroku zaocznego, wyrok ten uprawomocnił się. Jak prawdopodobnie wyglądała chronologia wydarzeń?

Wydaje się, że Dorota Wellman wskazała jako adres Jacka Piekary adres, pod którym ten - jak twierdzi pisarz - nie zamieszkuje, a więc nie miał on możliwości uzyskania wiedzy o toczącym się procesie, z uwagi na nieotrzymanie pozwu. Powód (osoba składająca pozew) jest zobowiązany do wskazania miejsca zamieszkania oraz adresu pozwanego (osoby przeciwko której sprawa jest wnoszona). Miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której ta przebywa z zamiarem stałego pobytu. Adres zaś, ma precyzować miejsce, do którego w danej miejscowości należy doręczyć pismo procesowe. Nie może być to adres dowolny, lecz taki, pod którym pozwany odbiera korespondencję (najczęściej będzie to miejsce, w którym mieszka dana osoba, a więc jej „miejsce zamieszkania” w potocznym znaczeniu tego słowa). Jednakże, jeśli sąd po lekturze pozwu nie poweźmie wątpliwości, czy powód wskazał prawidłowy adres powoda, nie podejmuje żadnych kroków celem jego weryfikacji i zarządza doręczenie pozwu pozwanemu.

Co prawda adw. Marcin Surowiec, na łamach Gazety Wyborczej wskazał, że powód jest zobowiązany do wskazania w pozwie numeru PESEL pozwanego (źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl…; dostęp 22.01.2018), jednakże, zgodnie z art. 126 § 2 pkt 2 Kodeksu postępowania cywilnego powód ma obowiązek wskazać swój numer PESEL, a nie osoby pozwanej. Owszem, wskazywanie numeru PESEL pozwanego, jest praktyką dość powszechnie przyjętą, jednak obowiązek taki nie ciąży na osobie wnoszącej pozew, zaś sąd z reguły nie weryfikuje zgodności wskazanego adresu pozwanego z jego danymi w systemie PESEL. Co prawda, w niniejszej sprawie Sąd Okręgowy w Warszawie dokonał weryfikacji wskazanego przez powoda adresu pozwanego z adresem zameldowania w bazie PESEL, lecz miejsce zamieszkania i adres pozwanego, mogą różnić się od miejsca zameldowania – w takim wypadku, jeśli pozwany nie mieszka w miejscu swojego zameldowania, to doręczenie mu pism pod adres meldunkowy nie będzie skuteczne.

Procedurę doręczeń przesyłek sądowych oraz skutki ich nieodebrania opisaliśmy szczegółowo TUTAJ. Przypomnijmy tylko, że po dwukrotnym awizowaniu przesyłki Sąd może uznać ją za doręczoną. Następnie wyznaczy rozprawę, o której terminie powiadomi pozwanego wysyłając korespondencję na ten sam adres, który – jak już wiemy – może być nieaktualny. Jeżeli pozwany nie stawi się w sądzie na terminie rozprawy, sąd wyda tzw. wyrok zaoczny. Uzna, że to co napisał powód jest prawdziwe, chyba że treść pozwu „budzi uzasadnione wątpliwości”. Oczywiście, sąd nie musi uwzględniać pozwu - może oddalić żądanie pozwu, jeżeli uzna je za niezasadne.

Co wydarzy się dalej? Po wydaniu wyroku zaocznego doręcza się go pozwanemu. Ten ma dwa tygodnie na złożenie od niego sprzeciwu, który powoduje, że sąd, który wydał wyrok zaoczny, ponownie rozpozna sprawę. Skuteczne złożenie sprzeciwu nie usuwa jednak z obrotu prawnego wyroku zaocznego, a więc powód w określonych sytuacjach może nawet prowadzić na jego podstawie egzekucję.

Niestety dla pozwanych, sąd doręcza wyrok zaoczny na adres pozwanego, który posiada w aktach, a więc adres podany przez powoda w pierwszym piśmie procesowym. Jeśli podany adres, nie jest prawidłowy (o czym nie wie sąd), to znowu po dwukrotnej awizacji, uznaje się go za doręczony prawidłowo. Dojdzie do uprawomocnienia się wyroku, co oznacza, że nie przysługuje od niego już żaden środek odwoławczy, a po nadaniu mu klauzuli wykonalności pozwala na wszczęcie egzekucji.

I to najczęściej jest moment, w którym pozwany dowiaduje się, że toczyło się przeciwko niemu postępowanie i zapadł wyrok zaoczny. Wiedzę taką otrzymuje zwykle od komornika, który zawiadamia go o wszczęciu egzekucji albo wprost z komunikatu o zajętym rachunku bankowym. Komornicy we własnym zakresie ustalają adresy dłużników i w ten sposób mogą dotrzeć do innych danych, niż miał wcześniej powód i sąd.

Fakt # 3: można się bronić!

Czy pozwany w takiej sytuacji ma jakieś szanse się bronić? Tak, może skorzystać z instytucji przywrócenia terminu do wniesienia sprzeciwu od wyroku zaocznego. Sąd przywróci stronie termin do dokonania czynności, jeśli ta wykaże, że nie dokonała jej bez swojej winy. Doręczenie pozwu i wyroku zaocznego na adres nie będący adresem pozwanego jest klasycznym przypadkiem, w którym skutecznie można przywrócić termin. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pozwany nie może ponosić winy za błędne wskazanie jego adresu przez powoda. Pismo z wnioskiem o przywrócenie terminu wnosi się do sądu, w którym czynność miała być dokonana, w ciągu tygodnia od (w tym wypadku) uzyskania wiedzy o zapadłym wyroku zaocznym. We wniosku o przywrócenie terminu podać należy okoliczności, które wskazują, że adres pozwanego jest inny niż ten, na który dokonano doręczeń (np. poprzez załączenie do pisma umowy najmu lokalu lub wydruku z elektronicznej księgi wieczystej). Wraz z wnioskiem o przywrócenie terminu, należy dokonać czynności, o której terminu na dokonanie wnosimy – w tym wypadku będzie to wniesienie sprzeciwu od wyroku zaocznego.

Jak wiemy z informacji prasowej opublikowanej przez Sąd Okręgowy w Warszawie, w dniu 13 listopada 2017 roku Jacek Piekara złożył sprzeciw od wyroku zaocznego wraz z wnioskiem o przywrócenie terminu, który to wniosek został oddalony przez Sąd Okręgowy w dniu 05 stycznia 2018 roku, w konsekwencji sprzeciw pozwanego podlegał odrzuceniu, jako złożony po terminie. Ponieważ nie znamy uzasadnienia Sądu Okręgowego oddalającego wniosek o przywrócenie terminu, nie sposób opatrzeć go stosownym komentarzem. Można jedynie przypuszczać, że Jacek Piekara nie wykazał, że nie mieszka pod adresem wskazanym przez Dorotę Wellman, a tym samym nie wykazał, że nie wniósł sprzeciwu od wyroku zaocznego w terminie nie ze swojej winy. Od postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie pozwanemu przysługuje zażalenie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, możliwe jest więc, że sprawa będzie ponownie rozpoznawana.

Czy taki model procedury jest właściwy i zapewnia dostateczną ochronę pozwanych przed nielojalnymi wierzycielami, który wnoszą pozwy z błędnie oznaczonym miejscem zamieszkania i adresem pozwanego? Czy może jest konieczny, wobec nierzetelnych dłużników, którzy celowo potrafią nie odbierać korespondencji? Nie chcemy o tym przesądzać. Warto tu dodać, że inaczej wygląda sytuacja w postępowaniach przeciwko osobom prawnym (popularnie zwanymi firmami) - ich adresem do doręczeń jest siedziba ujawniona w Krajowym Rejestrze Sądowym, zaś w sprawach, gdzie pozwanym jest osoba prowadząca działalność gospodarczą, a sprawa ma związek z tą działalnością, to adres ujawniony przez tę osobę w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. W przypadku osób fizycznych wspomniana baza danych PESEL gromadzi tylko adresy zameldowania, więc może zasadnym byłoby stworzenie „Rejestru Adresów do Doręczeń dla Osób Fizycznych”, na podstawie którego sądy weryfikowałyby adresy wskazane przez powodów . Jednocześnie w debacie publicznej przeważają głosy wskazujące, iż znajomość przez Państwo aktualnych adresów zamieszkania obywateli i nakładanie na nich obowiązku ich stałej aktualizacji w stosownym urzędzie (tak jak to miało miejsce w trakcie ścisłego obowiązywania obowiązku meldunkowego) stanowi zbytnią ingerencję w wolności obywatelskie.

Aktualne pozostaje więc pytanie, jakie zadają sobie Europejczycy od co najmniej XVI wieku: czy zależy nam na wolności od przymusu i instytucji Państwa, czy na zapewnieniu przez nie bezpieczeństwa, także w zakresie pewności procedur sądowych. Niezależnie od odpowiedzi, warto zadbać o to, by regularnie sprawdzać przychodzącą korespondencję na każdy z adresów, jakim mogą dysponować sądy czy urzędy.

Autor: apl. adw. Łukasz Protas