Ciekawie o amerykańskim wymiarze sprawiedliwości - 5 filmów, które warto obejrzeć

Nie pozostaje tajemnicą, że większość z nas buduje swoje wyobrażenie o wymiarze sprawiedliwości na podstawie filmów, seriali czy programów telewizyjnych określanych mianem thrillerów prawniczych lub dramatów sądowych. Gdy pada pytanie, jakie osoby biorą udział w procesie sądowym, naszym oczom ukazuje się sędzia uderzający młotkiem krzycząc: „cisza!” oraz obrońca, który zadaje pytania świadkom w taki sposób, aby ujawnić spisek zawiązany przeciwko jego klientowi. Bywa, że o udziale świadka dowiadujemy się w ostatniej chwili, a obrońca spacerując po sali rysuje zasłuchanej ławie przysięgłych, która przesądza o winie lub niewinności bohatera, przebieg wydarzeń i sylwetkę oskarżonego. Jest to obraz znany nam przede wszystkim z amerykańskiej kinematografii, który jednak odbiega od polskich realiów.

Amerykański proces sądowy ma charakter zdecydowanie bardziej teatralny, stąd cieszy się większym zainteresowaniem wśród scenarzystów i reżyserów. Istotną rolę w tym spektaklu odgrywa bez wątpienia wspomniana ława przysięgłych, składająca się ze zwykłych obywateli, przed którymi popis swoich zdolności krasomówczych dają obrońca i prokurator, a sędzia jest arbitrem, który dba o przestrzeganie zasad obowiązujących na sali sądowej.

Telewizyjna ława przysięgłych liczy najczęściej 12 osób, ale w rzeczywistości ta liczba (w zależności od sprawy) waha się od 6 do 23 osób. Osoby te muszą być pełnoletnimi, niekaranymi obywatelami Stanów Zjednoczonych oraz posługiwać się płynnie językiem angielskim. Co ciekawe, nie mogą wykonywać niektórych zawodów, np. policjanta. Nie mogą być również spokrewnione ze stronami sporu. Jeżeli zachodzą okoliczności, które poddawać mogą w wątpliwość bezstronność lub niezawisłość składu ławy przysięgłych, to dochodzi do znanego z ekranu procesu ich eliminowania, aby osoby te nie mogły kierować się własnymi uprzedzeniami czy doświadczeniami. O ile w filmach obserwujemy, że strony odrzucają kandydatury niektórych osób bez podania przyczyny, w rzeczywistości wniosek o wyłączenie przysięgłego (peremptory challenge) może zostać złożony jedynie trzykrotnie przez każdą ze stron. W Polsce co prawda nie funkcjonuje ława przysięgłych, ale też funkcjonuje czynnik obywatelski w postaci ławnika.

Przy wyborze ławnika analizowanych jest szereg kryteriów: powinni oni mieć ukończone 30 lat, posiadać obywatelstwo polskie oraz być wzorowym obywatelem (szczegółowe kryteria znajdują się w art. 158 Ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych). Ławnicy biorą udział w rozpoznawaniu spraw przed sądami pierwszej instancji i zasiadają obok sędziego zawodowego, który jest przewodniczącym takiego składu. Podobnie jak w procesie amerykańskim, ławnik w Polsce może również być wyłączony od udziału w postępowaniu na wniosek strony, jeżeli zachodzi okoliczność tego rodzaju, że mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość, co do jego bezstronności w danej sprawie. W obowiązującej nas procedurze ławnicy na pełnych prawach biorą udział w naradzie nad treścią wydawanego wyroku, czyli decydują czy kogoś uznać za niewinnego czy też za winnego i jaką karę mu wymierzyć. Natomiast w Stanach Zjednoczonych to po stronie ławy przysięgłych leży wydanie werdyktu przesądzającego winę albo niewinność, zaś rolą sędziego jest – w razie skazania - orzeczenie o wymiarze kary.

Żeby bliżej poznać specyfikę amerykańskiego procesu przygotowaliśmy zestawienie 5 filmów, których akcja dzieje się na sali sądowej, a które – w naszym subiektywnym odczuciu – warto obejrzeć i spojrzeć na wymiar sprawiedliwości z szerszej perspektywy.

Nr 1: „Dwunastu gniewnych ludzi” (1957, reż. Sidney Lumet)

Na początek klasyka gatunku. Lata pięćdziesiąte. Akcja filmu toczy się głównie w zamkniętej, małej i dusznej sali, gdzie zebranych jest dwunastu mężczyzn – przysięgłych, którzy mają orzec o winie albo niewinności chłopaka oskarżonego o morderstwo. Wszyscy są zgodni co do jego winy, prócz granego przez Henry’ego Fondę przysięgłego nr 8. Widz konfrontowany jest z ciągiem rozmów i przemyśleń bohaterów na temat sprawy. Mimo mijających minut nie czuje znudzenia, wręcz przeciwnie, zostaje wciągnięty do centrum konfliktu. Dzieje się tak za sprawą kręcenia filmu przez reżysera Sidneya Lumeta przy pomocy kilku obiektywów, aby stopniowo pogłębić poczucie klaustrofobiczności. Zostawiamy Was z pytaniem, czy jedna osoba da radę przekonać pozostałych do swojej racji?

Nr 2: „Anatomia morderstwa” (1959, reż. Otto Preminger)

Zamordowany zostaje właściciel baru. Przed sądem staje porucznik, który dokonał tego okrutnego czynu w odwecie za zgwałcenie przez ofiarę jego żony. Jednakże nie ma żadnych dowodów potwierdzający fakt, że faktycznie doszło do niechcianego zbliżenia. Porucznik twierdzi z kolei, że nie pamięta momentu zabójstwa i sugeruje, iż był w stanie niepoczytalności, a zatem nie może ponieść kary za popełniony czyn. Sprawa trafia do błyskotliwego, choć niestroniącego od alkoholu prawnika (wybitny John Stewart). Dlaczego warto obejrzeć ten film? Świetnie oddaje on walkę dwóch przeciwstawnych stron na sali sądowej – oskarżyciela i obrońcy, których celem jest przekonanie ławy przysięgłych do swojego punktu widzenia. Z jednej strony mamy prowincjonalnego adwokata, a z drugiej prokuratora – szychę z wielkiego miasta. Każdy z nich przesłuchuje świadków według obranej przez siebie strategii. Mimo że film jest czarno-biały, to rzeczywistość w nim przedstawiona taka się nie wydaje. Ciekawostka – rolę sędziego grał Joseph N. Welch, bostoński prawnik, główny doradca Armii Stanów Zjednoczonych, który brał udział w przesłuchaniu senatora J. McCarthy’ego i przyczynił się do zakończenia trwającego w latach pięćdziesiątych Makkartyzmu3. Ponadto, film otrzymał 7 nominacji do Oscarów m.in. w kategorii: najlepszy film, najlepszy aktor dla Jamesa Stewarta, a także 4 nominacje do Złotych Globów oraz 3 nominacje do nagród BAFTA.

Nr 3: „Zabić drozda” (1962, reż. Robert Mulligan)

Film powstał na podstawie cieszącej się ogromną popularnością wydanej w 1960 roku książki o tym samym tytule. Jej autorka, Haper Lee, ze względu na doniosły wkład w literaturę, została uhonorowana Medalem Wolności. Utwór mimo upływu czasu traktuje o wciąż aktualnych problemach uprzedzeń rasowych- oskarżonym o zgwałcenie białej kobiety jest czarnoskóry mężczyzna. Doskonale ukazana została małomiasteczkowość, rasizm, powierzchowność oraz fakt jak jednowymiarowe myślenie może wpłynąć na przebieg rozprawy. Obserwujemy nie tylko procesowe działania adwokata (w tej roli nagrodzony Oskarem Gregory Peck), ale i to jak zmaga się z negatywnymi ocenami mieszkańców. Jako ciekawostkę można wskazać, że dziewięciominutowa mowa końcowa obrońcy została nakręcona w jednym ujęciu, bez cięć.

Nr 4: „Werdykt” (1982, reż. Sidney Lumet)

Kolejny w zestawieniu film Sidney Lumeta. Tym razem amerykański reżyser nie skupia się na przysięgłych, a na adwokacie, który rezygnuje z propozycji ugody i szybkiego zakończenia sporu i decyduje się podjąć nierówną walkę. Zostawiamy z tyłu zbrodnie i na pierwszym planie mamy błąd lekarski, w wyniku którego młoda dziewczyna zapadła w śpiączkę. Ten film doskonale obrazuje starcie prawnika z systemem - wpływową kancelarią broniącą szpitala. Pewnie obraz ten nie wyróżniałby się spośród wielu kryminałów sądowych o podobnej tematyce, gdyby nie zasługa reżysera oraz świetnego wyboru głównego aktora - Paula Newmana jako prawnika z nieciekawą przeszłością, alkoholika, który dzięki tej sprawie chce odzyskać dobrą reputację. Film pokazuje, że praca adwokata nie należy do najprostszych, a podejmowane przez niego wybory nigdy nie są łatwe. Na uwagę zasługują doskonałe zdjęcia autorstwa cenionego polskiego operatora Andrzeja Bartkowiaka.

Nr 5: „Ludzie honoru” (1992, Rob Reiner)

Już sama obsada filmu (Tom Cruise, Jack Nicholson, Kevin Bacon, Demi Moore, Kiefer Sutherland) gwarantuje czystą przyjemność z oglądania tego dramatu sądowego. Dwóm żołnierzom piechoty morskiej przedstawiono zarzut zabójstwa kolegi w bazie Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Zatoce Guantánamo. Przesłuchiwani są ich towarzysze oraz zwierzchnicy dzięki czemu poznajemy reguły panujące w jednostce. Mamy do czynienia ze specyficzną grupą, jaką jest wojsko i kodeksem, jakim się posługują, gdzie od prawdy ważniejsza potrafi być lojalność czy honor. Finałowa scena i popisowa kreacja Jacka Nicholsona na długo zapada w pamięć, a inspiracja prawdziwymi wydarzeniami wzmacnia wymowę filmu.

Życzymy udanych seansów!

Autor: Marta Modzelewska