5 popularnych oszustw związanych ze sprzedażą internetową, czyli błagam, oszukaj mnie – część II

Wygodnie, bez wychodzenia z domu, często też dużo taniej niż w sklepie stacjonarnym – oto powody, dla których sprzedaż internetowa towarów i usług stała się bardzo popularna. Jednak w przepastnych otchłaniach Internetu, wśród wielu rzeczywiście korzystnych ofert, czai się też niemało oszukańczych ogłoszeń, których autorzy – cyber-hochsztaplerzy – osiągają pokaźne zyski z naiwności i nieuwagi internautów. O tym, jak oni to robią, jakie są popularne scenariusze oszustw internetowych i na co zwrócić uwagę, żeby nie dołączyć do grona oszukanych, przeczytasz w drugim artykule z cyklu „Błagam oszukaj mnie!”.

Słowo wstępu. Jeżeli sądzisz, że „przechytrzysz” oszustów internetowych takimi trickami, jak wybieranie wyłącznie ofert z płatnością za pobraniem, przeniesienie sprzedaży na Allegro.pl w celu zwiększenia bezpieczeństwa czy prośba o wysłanie większej ilości zdjęć oferowanego przedmiotu, to możesz się gorzko rozczarować. Wymienione metody są niezłe i być może pomogą Ci w uniknięciu oszustwa, ale przestępcy też je znają i nauczyli się je obchodzić. W tym artykule przedstawiam popularne, aktualne scenariusze oszustw internetowych. Nie uwierzysz ilu ludzi się na nie nabiera. Poznaj je, a uda Ci się uniknąć starty pieniędzy.

1. Świetna oferta sprzedaży używanego auto – zapłać zaliczkę, aby nikt nie zgarnął Ci go sprzed nosa, strata pieniędzy gwarantowana

Ten sposób wyłudzania pieniędzy zwykle wiąże się z ogłoszeniami o sprzedaży używanych samochodów, ale z powodzeniem można stosować go także przy oferowaniu innych towarów o dużej jednostkowej wartości. Metoda polega na umieszczeniu na portalu internetowym ogłoszenia sprzedaży używanego auta na korzystnych warunkach. Autor oferty zwykle podaje kontaktowy numer telefonu lub adres e-mail. Zarówno na wiadomości elektroniczne, jak i telefony odpowiada chętnie, uprzejmie i z zaangażowaniem informuje o detalach rzekomo oferowanego pojazdu. Problem w tym tylko, że – jak usłyszysz od nieuczciwego sprzedawcy – zgłosiła się już do niego inna osoba lub osoby zainteresowane ofertą. Jeżeli więc chcesz, żeby „przetrzymał” samochód przez kilka dni, zanim umówicie się na oględziny, musisz zapłacić niedużą zaliczkę, jakoby w celu „zarezerwowania” towaru. Taka zaliczka to koszt 200-500 zł – płatność przelewem na rachunek bankowy sprzedawcy. Brzmi rozsądnie? Nic bardziej mylnego. Bowiem gdy tylko zapłacisz „zaliczkę”, podobnie jak kilkunastu innych internautów, którzy usłyszeli od oszusta tę samą historyjkę, rzekomy sprzedawca zerwie z Tobą kontakt i rozpłynie się w powietrzu z Twoimi pieniędzmi.

Jak chronić się przed tego rodzaju oszustwami? Uniwersalnej strategii obrony niestety nie ma. Ale możesz spróbować zwiększyć swoje bezpieczeństwo kilkoma prostymi sztuczkami. Jeżeli sprzedawca umieścił zdjęcia oferowanego auta (innego towaru), to koniecznie zbadaj je przy pomocy opcji wyszukiwania obrazem (o wyszukiwaniu obrazem możesz przeczytać tutaj). W ten sposób łatwo się upewnisz, czy fotografie rzekomego pojazdu nie zostały po protu ściągnięte z Internetu. A jeżeli w ogłoszeniu brak zdjęć, koniecznie poproś sprzedawcę o ich przekazanie. Gdy odmówi – miej się na baczności.

Jeśli oferta wydaje się podejrzana, poproś kogoś, aby skontaktował się ze sprzedawcą z innego numeru telefonu. Taka osoba, udając zainteresowaną zakupem, może zweryfikować jego uczciwość. Jeżeli poda on informacje sprzeczne lub niespójne z przekazanymi wcześniej Tobie, to prawdopodobnie masz do czynienia z oszustem.

Gdy oferta dotyczy sprzedaży samochodu, to możesz spróbować zweryfikować w internecie podany przez sprzedawcę numer VIN. Jest to numer nadwozia pojazdu, składający się z siedemnastu znaków i indywidualny dla każdego egzemplarza samochodu wyprodukowanego na świecie. Szanujący się sprzedawca powinien podać numer VIN oferowanego auta już w ogłoszeniu internetowym. Jeśli tego nie uczynił, poproś go o jego wskazanie. Następnie zweryfikuj ten numer (po wpisaniu „sprawdź VIN” w wyszukiwarce internetowej znajdziesz mnóstwo stron internetowych, które do tego służą; część z nich oferuje dodatkowe płatne usługi). Jeżeli po sprawdzeniu VIN-u okaże się, że należy on do innego modelu, innej marki, innego rocznika itd., to raczej na pewno ktoś próbuje Cię oszukać.

Niestety żaden z tych tricków nie zapewni Ci 100% bezpieczeństwa, zaś żądanie zaliczki za „rezerwację” towaru może pochodzić także od rzetelnego, uczciwego sprzedawcy. Postępuj więc ze zdrowym rozsądkiem i bądź świadom, że tego rodzaju proceder jest obecnie często spotykany.

2. Praca zdalna – oferowanie do sprzedaży przedmiotów na portalach aukcyjnych, dobre wynagrodzenie, problemy z prawem w pakiecie

Gdybyś był oszustem internetowym i chciał zarobić pieniądze na oferowaniu fikcyjnych towarów na popularnych portalach aukcyjnych, to już na wstępie musiałbyś poradzić sobie z takim oto problemem – jak zdobyć wiarygodne i wzbudzające zaufanie konto sprzedawcy tak, aby klienci nie mieli wątpliwości, że kupują od osoby rzetelnej? Internauci wiedzą już, że trzeba patrzeć na komentarze o sprzedawcy, oraz że świeżo założone, „gołe” konto bez żadnych komentarzy jest podejrzane. Ale oszuści potrafią sobie z tym radzić. Pierwsza metoda polega na przełamaniu zabezpieczeń elektronicznych konta innej osoby i posłużeniu się tym profilem w celach przestępczych. Ostatnio jednak popularne stało się inne rozwiązanie, i to nie wymagające żadnej wiedzy informatycznej.

Otóż cyber-hochsztapler umieszcza w Internecie ogłoszenie o rzekomej pracy zdalnej, mającej polegać na oferowaniu do sprzedaży na portalu aukcyjnych przedmiotów w imieniu jakiegoś sklepu albo lombardu. Zakres obowiązków ma polegać na prowadzeniu aukcji internetowych, kontakcie z klientami, zaś wynagrodzenie określone bywa jako prowizja od wartości sprzedanego towaru. Osoba zainteresowana taką pracą dowiaduje się następnie od rzekomego „pracodawcy”, że owszem, może podjąć zatrudnienie, jednak najpierw musi odbyć „okres próbny”. Ma on polegać na tym, że zaoferuje i sprzeda ze swojego prywatnego konta wskazany przez „pracodawcę” produkt, pobierze za niego wynagrodzenie i przekaże je sklepowi czy lombardowi, który już zajmie się wysyłką przedmiotu kupującemu.

Dalszy scenariusz jest następujący. Rzekomy pracownik – osoba uczciwa i działająca w dobrej wierze, a także posiadająca w miarę wiarygodne konto na portalu aukcyjnym, z pozytywnymi komentarzami i długą historią działalności – oferuje do sprzedaży przedmiot w imieniu sklepu czy lombardu. Inkasuje za niego zapłatę, a następnie, zgodnie z umową z rzekomym „pracodawcą”, przekazują mu ją. Szybko jednak okazuje się, że „pracodawca” ani prowadzony przez niego sklep czy lombard nigdy nie istniały. Ostatecznie kupujący pozostaje bez pieniędzy i bez zamówionego towaru, zaś sprzedawca – nieświadome narzędzie w rękach oszusta – musi się gęsto tłumaczyć przed Policją z całej sytuacji.

Kilka wskazówek dla osób poszukujących zarobku. Po pierwsze, jeżeli ktokolwiek zaoferuje Ci „pracę”, w ramach której poprosi o wystawienie przedmiotu na portalu aukcyjnym z Twojego prywatnego konta albo poprosi o dane dostępowe do Twojego rachunku bankowego, natychmiast się wycofaj – to nie jest uczciwa oferta. Informacje dotyczące rzekomego sklepu, lombardu czy innego „pracodawcy” powinieneś zawsze zweryfikować w Krajowym Rejestrze Sądowym (bezpłatny dostęp: https://ems.ms.gov.pl/) albo w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (bezpłatny dostęp: tutaj).

Kupujący z kolei musi mieć świadomość, że sprawdzenie wiarygodności konta sprzedawcy w sytuacjach takich jak opisana w tym scenariuszu, nic mu nie pomoże. W razie wątpliwości co do rzetelności oferty warto skontaktować się ze sprzedawcą. Jeżeli przekaże on informację, że tak naprawdę oferta nie pochodzi od niego, lecz od jakiegoś zewnętrznego sklepu czy lombardu, to chyba najwyższy czas zrezygnować z zakupu.

I jeszcze jedna kwestia. Wybór dostawy towaru z płatnością za pobraniem zapewni Ci bezpieczeństwo tylko wtedy, gdy upewnisz się od razu, jeszcze przed zapłatą, jaka jest zawartość doręczonej paczki. Oszuści nie stronią od bezczelnych rozwiązań i może się okazać, że zamiast upragnionego telefonu, komputera czy innego towaru w przesyłce znajduje się paczka chusteczek albo plik starych gazet. Jeśli odbierzesz przesyłkę i sprawdzisz jej zawartość dopiero po jakimś czasie (nawet dosłownie po chwili!), to może się okazać już za późno, aby wstrzymać przekaz pieniężny na rachunek hochsztaplera.

3. A może by tak przenieść transakcję na Allegro w celu zwiększenia bezpieczeństwa? Byłoby dobrze, gdyby Allegro też o tym wiedziało

Pierwsze wzmianki o tym przekręcie pojawiły się w sieci we wrześniu 2016 r. (czytaj na Niebezpieczniku). Niestety okazuje się, że temat wciąż jest aktualny. O co chodzi?

W tym scenariuszu oszust żeruje na dobrej opinii, jaką wśród internautów cieszy się portal Allegro.pl. Najpierw umieszcza na stronie z ogłoszeniami (innej niż Allegro) korzystny anons o sprzedaży jakiegoś sprzętu elektronicznego, np. telefonu, aparatu czy komputera. Następnie sam albo na prośbę osoby zainteresowanej zakupem proponuje, aby „dokończyć” transakcję na Allegro.pl, w celu zwiększenia bezpieczeństwa zakupu i mailowo podsyła klientowi spreparowany odnośnik (link) do aukcji. Niestety odnośnik ten okazuje się być sfałszowany. Przykładowo zamiast prawidłowego adresu http://allegro.pl zaczyna się on od http://allegro.pl.listing.pl. Ten odnośnik wcale nie prowadzi do strony internetowej znanego portalu aukcyjnego, lecz do wyglądającej identycznie witryny spreparowanej przez oszusta, a służącej popełnianiu przestępstw. Po dokonanej transakcji klient otrzymuje od oszusta kilka maili, łudząco podobnych do standardowych wiadomości wysyłanych przez Allegro.pl, ale w rzeczywistości pochodzących od hochsztaplera i wysłanych z innego adresu. Ostatecznie pieniądze trafiają na podany przez nieuczciwego sprzedawcę rachunek bankowy, zaś zamówiony towar nigdy nie zostaje wysłany. Oszukany klient zwykle zwraca się później do ekipy Allegro.pl, która może tylko rozłożyć ręce, bo tak naprawdę transakcja nie miała z tym portalem nic wspólnego.

Na szczęście przed tego typu wyłudzeniem i innymi podobnymi przekrętami obronić można się stosunkowo łatwo. Po pierwsze, zawsze dokładnie badaj odnośnik (link), jaki otrzymujesz od sprzedawcy. Na obrazku poniżej znajdziesz kilka przykładów prawdziwych i fałszywych odnośników do portalu Allegro.pl. Zwróć uwagę, że w prawdziwym odnośniku nie powinno być żadnych dodatkowych znaków pomiędzy członem określającym domenę „allegro.pl” i znakiem „/” po którym specyfikowana jest podstrona. Ale uważaj! Bardzo łatwo jest zamaskować fałszywy odnośnik tak, żeby na pierwszy rzut oka wyglądał na prawdziwy. Aby mieć pewność, powinieneś zawsze najechać kursorem myszy na podejrzany odnośnik (ale jeszcze nie klikać w niego!). Wtedy Twoja przeglądarka internetowa wyświetli adres, do którego w rzeczywistości prowadzi ten odnośnik. Popatrz:

Fałszywe odnośniki

A teraz krótkie ćwiczenie praktyczne. Spróbuj się zorientować, który z poniższych odnośników jest prawdziwy, a który fałszywy, bez otwierania ich. Podpowiem, że jeden z nich, ten prawdziwy, prowadzi do artykułu na stronie internetowej Towarzystwa Paragraf 22, który właśnie czytasz, a fałszywy prowadzi do innego, potencjalnie niebezpiecznego miejsca w Internecie.

https://paragraf22.eu/post/2017-08-5-popularnych-oszustw-zwiazanych-ze-sprzedaza-internetowa-czyli-blagam-oszukaj-mnie-czesc-ii/

https://paragraf22.eu/post/2017-08-5-popularnych-oszustw-zwiazanych-ze-sprzedaza-internetowa-czyli-blagam-oszukaj-mnie-czesc-ii/

Udało się? Świetnie. Idźmy dalej. Wykreowanie wiadomości e-mail, która wyglądem i treścią łudząco przypomina wysłaną przez Allegro.pl (lub jakiegokolwiek innego kontrahenta) nie jest trudne. Aby odróżnić fałszywą wiadomość od autentycznej, powinieneś zawsze dokładnie przyjrzeć się adresowi, z którego została wysłana. Czasem już na pierwszy rzut oka można zobaczyć, że wiadomość nie jest prawdziwa. Przykładowo autentyczne powiadomienia z Allegro.pl wysyłane są z adresu e-mail: [email protected], czyli takiego, który działa w domenie „allegro.pl”. Oszust może posłużyć się podobnym adresem, lecz założonym w innej domenie, np.: [email protected] albo nawet założonym w którejś z bezpłatnych usług pocztowych, np.: [email protected]

Ale uwaga, cyber-hochsztapler może też posłużyć się serwerem pośredniczącym tak, aby wysłać maila rzekomo z adresu nadawcy, a tak naprawdę nie mającego z nim nic wspólnego. Działanie takie określa się mianem „spoofing”. Popatrz na poniższy przykład. Wiadomość o treści „spoofing” została wysłana rzekomo przez głównego bohatera powieści „Paragraf 22” – Yossariana – z adresu [email protected] W rzeczywistości jednak jest zupełnie inaczej. Autor wiadomości wykorzystał serwer pośredniczący „orbit.eternalimpact.info” oraz domenę „@anonymousemail.me” w celu podszycia się pod Yossariana. Ta wiadomość to fake, który pochodzi od osoby nie mającej z bohaterem powieści „Paragraf 22” nic wspólnego. Na takiej samej zasadzie rozpoznasz fałszywe e-maile rzekomo wysłane przez Allegro.pl lub innych kontrahentów.

Spoofing e-mail

4. Świetna oferta w nowym, tanim sklepie internetowym – zapłać mniej niż u konkurencji, za to zamówionego towaru w ogóle nie zobaczysz

Istnieje pewna grupa przekrętów na dużą skalę, w których przygotowanie autorzy wkładają naprawdę sporo zaangażowania i pieniędzy, uzyskując później oczywiście krociowe, nielegalne zyski. W takich wypadkach nawet ostrożny i rozważny internauta może łatwo dać się wciągnąć w uknutą intrygę i stracić pieniądze. Oto jeden z przykładów.

W roku 2016 pewna nieustalona osoba, za pośrednictwem kancelarii prawnej, oficjalnie i legalnie zarejestrowała w Krajowym Rejestrze Sądowym kilka nowych spółek, mających zajmować się sprzedażą internetową towarów. Rzekomym prezesem i właścicielem tych spółek miał być obywatel obcego kraju (osoba ta nigdy się w Polsce nie pojawiła, nie wiadomo czy w ogóle istnieje). Adresy korespondencyjne spółek znajdowały się w tzw. wirtualnych biurach na terenie różnych miast w Polsce.

Kolejnym krokiem było wykupienie i zarejestrowanie domen internetowych, pod którymi zorganizowano sprawnie działające i ładnie zaprojektowane sklepy internetowe, których wygląd i funkcjonalność na pierwszy rzut oka nie wzbudzała żadnych podejrzeń. Kilkaset osób zdążyło zakupić towary w tych sklepach (oferowano je znacznie taniej niż u konkurencji), niestety żadna z nich zamówienia nie otrzymała. Autor lub autorzy przekrętu zdążyli wyprać nielegalne zyski za pomocą giełd i kantorów kryptowaluty i zniknęli z pola widzenia, pozostawiając rzeszę rozgoryczonych klientów.

W takim scenariuszu naprawdę ciężko jest się zorientować, nawet uważnemu internaucie, że ma do czynienia z oszustem. Brak jest niestety niezawodnej recepty na to, jak odróżnić prawdziwy sklep internetowy od fałszywego. Niewątpliwie warto zwracać uwagę na komentarze i opinie internautów oraz przeczytać dostępne w sieci recenzje sklepu. Co jednak zrobić, jeśli trafisz na pierwszy okres działania takiego sklepu, gdy jego klienci nie zdążyli jeszcze podnieść alarmu i ostrzec innych, że to przekręt? Albo, co gorsza, gdy sprytny hochsztapler rzeczywiście wywiązał się z transakcji zawartych z kilkunastoma pierwszymi klientami, zdobył pozytywne opinie i w ten sposób zarzucił sieci na kilkuset lub kilka tysięcy kolejnych pokrzywdzonych, którzy towaru już nie otrzymają?

Będąc na stronie internetowej podejrzanego sklepu, koniecznie poszukaj sekcji z informacją o przedsiębiorcy, który ma go prowadzić. To samo dotyczy masowego oferenta na portalu aukcyjnym. Powinieneś być w stanie odnaleźć pełną nazwę przedsiębiorcy – spółki albo działalności gospodarczej osoby fizycznej, przykładowo: „Super Sklep Internetowy Sp. z o.o.” albo „Czesław Kowalski Super Sklep Internetowy”, a także dane dotyczące adresu, numeru telefonu, kontaktowego adresu e-mail. Co powinno wzniecić Twoją czujność? Przede wszystkim brak tych danych… Jeżeli przedsiębiorca prowadzący sklep internetowy ukrywa informacje o sobie, to raczej nie jest zupełnie uczciwy. Podejrzanie może też wyglądać adres mailowy w bezpłatnej usłudze pocztowej, np. [email protected] Profesjonalny kontrahent raczej posłużyłby się adresem w stylu [email protected] Zobacz też, czy sklep posiada regulamin sprzedaży – jeżeli go nie ma lub jest lakoniczny, uważaj! Nazwę spółki lub działalności gospodarczej osoby fizycznej koniecznie zweryfikuj w Krajowym Rejestrze Sądowym (bezpłatny dostęp: https://ems.ms.gov.pl/) albo w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (bezpłatny dostęp: tutaj). Jeżeli takiego przedsiębiorcy nie znajdziesz, to tym bardziej nic od niego nie kupuj!

Niestety żadna z tych metod nie pomogłaby Ci w scenariuszu opisanym wyżej, gdyż sprawcy rzeczywiście zarejestrowali kilka „prawdziwych” spółek i wykupili domenę internetową, za pośrednictwem której prowadzili korespondencję. Jeżeli jednak masz w sobie żyłkę detektywa, możesz spróbować drążyć nieco głębiej. Wyszukaj w internecie adres korespondencyjny przedsiębiorcy. Jeżeli okaże się, ze jest to wirtualne biuro, to już jakiś powód, żeby wzmóc czujność. Bardzo łatwo możesz też i powinieneś uzyskać informacje o domenie internetowej, pod którą działa podejrzany sklep. Użyj do tego wyszukiwarki (przykładowo http://checkdomain.com albo http://whois.domaintools.com). Po wpisaniu tam nazwy domeny powinieneś uzyskać informacje o podmiocie, który wykupił i zarejestrował domenę (o ile zostały ujawnione), a także o dacie rejestracji. Przykładowy zestaw informacji dla domeny sklepu internetowego wykorzystanej w opisanym wyżej scenariuszu przekrętu znajdziesz na ilustracji.

Dane dotyczące domeny

Coś Ci się rzuciło w oczy? Przede wszystkim to, że domena została zarejestrowana relatywnie niedawno (oszustwo miało miejsce w ostatnich miesiącach 2016 r.), oraz że właściciel domeny posłużył się niewiarygodnym adresem e-mail w bezpłatnej usłudze „Gmail”. Dodatkowo informacje o właścicielu domeny okazały się sprzeczne z informacjami o przedsiębiorcy, podanymi na stronie internetowej sklepu, a to już powinna wzmóc Twoją ostrożność.

Dodatkowo, będąc na stronie podejrzanego sklepu internetowego, zwróć uwagę na detale, przykładowo na zdjęcia oferowanych produktów. Oszust prawdopodobnie pozyskał te fotografie z Internetu. Jeżeli są one bardzo słabej jakości, a każde z nich ma inną stylistykę, to niestety nie zwiększa wiarygodności kontrahenta. Jeśli do tego na którymś z obrazków dostrzeżesz małą sygnaturkę lub logo innego sprzedawcy (a zatem zdjęcie zostało ściągnięte z innego sklepu internetowego), to kategorycznie zrezygnuj z zakupów.

Niestety, żadna z tych metod nie da Ci gwarancji bezpieczeństwa. Zawsze więc staraj się zachować zdrowy rozsądek. Czy zaufasz ofercie sprzedawcy, który deklaruje standardowe ceny za nowe, markowe produkty o połowę niższe niż we WSZYSTKICH konkurencyjnych sklepach?

5. Dzień Dobry Tu Twój Operator, mam ofertę, dzięki której zapłacisz mniej za telefon, musisz tylko zapłacić więcej za telefon

To oszustwo znalazło się w zestawieniu pięciu popularnych przekrętów internetowych nieco na wyrost, bo zwykle nie bywa popełniane za pomocą internetu, a telefonu. Tym niemniej spora skala zjawiska, duża ilość oszukanych, jak też posługiwanie się przez sprawców środkiem komunikowania się na odległość sprawia, że warto mu się przyjrzeć bliżej. A działa to w sposób następujący.

Niezupełnie uczciwy przedsiębiorca rejestruje działalność polegającą przykładowo na świadczeniu usług telekomunikacyjnych. Nazwa tej działalności jest umyślnie mało charakterystyczna (np. „Telekomunikacja telefoniczna Sp. z o.o.”) albo wprost obliczona na wprowadzenie klienta w błąd. Najlepszym tego przykładem jest działająca przed kilku laty spółka o nazwie „Telekomunikacja Dzień Dobry”, która podszywała się pod Telekomunikację Polską S.A. Wyobraź sobie, że dzwoni do Ciebie telemarketer, który przedstawia się słowami „Telekomunikacja Dzień Dobry”. Czy po tych słowach domyśliłbyś się, że reprezentuje podmiot, który właśnie tak osobliwie się nazywa, czy raczej byłbyś skłonny uznać, że dzwoni w imieniu „Telekomunikacji”, zaś „Dzień Dobry” stanowi po prosty popularny w języku polskim zwrot grzecznościowy?

Działalność tego rodzaju przedsiębiorców opiera się nie na tym, aby uczciwie konkurować z innymi operatorami, lecz aby zdobyć klientów poprzez wytworzenie u nich fałszywego przeświadczenia, że kontaktuje się z nimi przedstawiciel ich dotychczasowego dostawcy usług telekomunikacyjnych. Telemarketer działający z ramienia nieuczciwego przedsiębiorcy zwykle oferuje coś w stylu zmiany taryfy opłat na taką, która (pozornie) jest bardziej korzystna dla klienta. Zwykle nie informuje wprost, że działanie to polega na zerwaniu umowy z dotychczasowym operatorem i podpisaniu nowej umowy, z zupełnie innym operatorem. Nieuważny klient może się na to zgodzić. Co dalej?

Gotową umowę i plik niezbędnych dokumentów kurier przywozi bezpośrednio do miejsca zamieszkania klienta. Wśród tych dokumentów, prócz umowy z nowym operatorem, znajduje się także oświadczenie o zerwaniu umowy z dotychczasowym. Kultura czytania dokumentów prawnych w naszym kraju stoi na zatrważająco niskim poziomie… właśnie dlatego często klienci podpisują nawet bez czytania wszystkie podsunięte im dokumenty. A na marginesie warto dodać, że przy tego rodzaju praktykach wcale nierzadkie są też incydenty fałszowania dokumentów, jeśli klient ostatecznie nie zdecyduje się na ich podpisanie.

Skutki? Na początek konieczność zapłacenia kary za zerwanie umowy z dotychczasowym operatorem. Później stawka za usługi telekomunikacyjne u nowego operatora, która okazuje się zgoła niekorzystna. Wreszcie powrót do wcześniejszego operatora, wiążący się z kolejnymi opłatami, tym razem za zerwanie umowy z nieuczciwym przedsiębiorcą. Do tego mnóstwo niepotrzebnego stresu i nerwów.

Jak się przed tym obronić? To akurat bardzo proste. Trzeba koniecznie zweryfikować tożsamość przedsiębiorcy, który próbuje namówić Cię na rzekomą „zmianę taryfy opłat”. Jeżeli masz co do tego wątpliwości po rozmowie z telemarketerem, dobrym pomysłem jest skontaktowanie się z infolinią Twojego dotychczasowego operatora i zapytanie, czy to aby na pewno on, czy też inny podmiot dzwonił do Ciebie w sprawie „zmiany umowy”.

Ostatnim momentem na reakcję jest przywiezienie przez kuriera gotowej umowy do podpisania. Nie podpisuj jej bez czytania! Zwróć uwagę na nagłówek i pierwsze wersy tej umowy. Tam musi być wymieniona dokładna nazwa przedsiębiorcy, który będzie stroną tej umowy. Jeżeli nazwa ta różni się od nazwy Twojego dotychczasowego operatora telekomunikacyjnego, nie podpisuj umowy. Tym bardziej nie rób tego, jeżeli nazwa jest zbliżona do nazwy Twojego operatora, a więc obliczona na wprowadzenie Cię w błąd. W takiej sytuacji odpraw kuriera z kwitkiem i oszczędź sobie kłopotów. Zawsze możesz też poprosić o wysłanie wzoru umowy w wersji elektronicznej, żebyś mógł się z nią na spokojnie zapoznać.

Podsumowanie

Jeśli robisz zakupy przez Internet, to zapewne już wiesz, że musisz uważać na oszustów. Niestety, oni też wiedzą, że Ty o tym wiesz. Dlatego posuwają się do różnych tricków i sztuczek, aby uśpić Twoją czujność i mimo wszystko wyciągnąć od Ciebie pieniądze. Oszustwa popełniane według scenariuszy przedstawionych powyżej doprowadziły do pokrzywdzenia całej rzeszy nieuważnych internautów. Być może dzięki lekturze tego artykułu unikniesz dołączenia do tego grona? A może sam spotkałeś się z którąś z opisanych, nieuczciwych praktyk? Albo z jeszcze innym oszustwem internetowym? Zachęcamy do komentowania artykułu na Facebooku!