Czy karalne jest? - litera S - część I

CZĘŚĆ I

Przed Tobą kolejny artykuł z serii „Czy karalne jest”. Poznaj wszystkie hasła i zostań chodzącą encyklopedią przestępczości! Dziś na warsztat bierzemy literę „S”. W pierwszej części dowiesz się, czy jest się czego bać w razie potrącenia zwierzyny leśnej i jakie są konsekwencje prawne szukania skarbów z użyciem wykrywacza metali, w szczególności jeśli odkopiesz militaria albo… świętego Graala.

1. Czy karalne jest… sarny potrącenie?

Zanim udzielimy odpowiedzi, krótki poradnik co robić, gdy przed maską samochodu zobaczysz pędzącego dzika czy spłoszoną łanie, a jest już za późno na skuteczne wyhamowanie.

Po pierwsze, włącz światła awaryjne, zabezpiecz miejsce zdarzenia trójkątem ostrzegawczym. Upewnij się, że potrąciłeś faktycznie zwierzę, a nie człowieka. Spróbuj ustalić, czy żyje i czy potrzebuje pomocy medycznej. Jeżeli jest ranne, powiadom weterynarza, członka Polskiego Związku Łowieckiego czy pracownika Służby Leśnej. Nie ma znaczenia czy potrąciłeś łosia, lisa czy psa – każda istota zasługuje na humanitarne traktowanie. Obowiązek ten wynika z art. 25 ustawy o ochronie zwierząt: „Prowadzący pojazd mechaniczny, który potrącił zwierzę, obowiązany jest, w miarę możliwości, do zapewnienia mu stosownej pomocy lub zawiadomienia jednej ze służb”, a kto się do niego nie zastosuje, podlega karze aresztu albo grzywny. Dopiero później zacznij oglądać zderzak i snuć rozważania o wgnieceniach w masce.

UWAGA!

Nie zabieraj martwego zwierzęcia ze sobą, niezależnie od tego jak bardzo lubisz dziczyznę. Nie tylko dlatego, że zwierzę może być po prostu nieprzytomne i odzyskać przytomność w bagażniku, być chore czy posiadać pasożyty, ale też z uwagi na fakt, iż zwierzęta leśne – żywe jak i martwe - należą do Skarbu Państwa. A zgodnie z prawem łowieckim: „kto wchodzi w posiadanie bezprawnie pozyskanej tuszy lub trofeów zwierząt łownych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Co równie istotne, nie pomagaj sarnie znaleźć się na wiecznie zielonych łąkach. To co dla nas wygląda jak agonia, może okazać się tylko szokiem i zwierzę może powrócić do pełnego zdrowia.

A co w przypadku gdy sarna ewidentnie podniosła się o własnych siłach, uciekła w las, a szkoda zostanie pokryta prze AC - czy w takim przypadku też musisz informować policję, ryzykując otrzymanie mandatu? Telefon wykonać należy zawsze – także gdy trafione zwierzę uciekło do lasu. Nie można wykluczyć sytuacji, w której leży ranne w lesie kilkadziesiąt metrów dalej i wymaga pomocy.

A więc, czy coś Ci grozi za potrącenie sarny? Ulubiona odpowiedź prawników: to zależy.

Sytuacja 1: na drodze nie było oznakowania A18b, czyli „uwaga na zwierzęta leśne”, kierujący postąpił właściwie na miejscu zdarzenia – nic mu nie grozi. Sytuacja 2: na drodze był znak A18b, kierujący postąpił właściwie na miejscu zdarzenia – może dostać mandat za niezachowanie ostrożności i niebezpieczną jazdę. Sytuacja 3: modyfikacja obu powyższych, z tą różnicą że kierowca nie postąpił właściwie na miejscu – za ucieczkę z miejsca zdarzenia czy też niepoinformowanie o potrąceniu dzikiej zwierzyny grozi mu kara aresztu lub do 5 tys. złotych grzywny, z kolei za zabranie rannego lub też padłego zwierzęcia nawet do lat 5 pozbawienia wolności, a dodatkowo nawiązka na cel związany z ochroną zwierząt.

2. Czy karalne jest… skarbów poszukiwanie?

Mając kilkaset złotych i trochę wolnego czasu, każdy może stać się poszukiwaczem przedmiotów z – jak dobrze pójdzie – minionej epoki. Chodzenie z wykrywaczem metali na tzw. wykopki stało się popularnym hobby, a udany weekend oznacza znalezienie oficerskiego guzika czy srebrnej monety. Mało kto jednak przed spenetrowaniem pobliskiego lasu zajrzy do ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami regulujących prawne aspekty poszukiwań. My to zrobiliśmy za Ciebie!

Zacznijmy od faktów. Posiadanie wykrywacza metali jest dozwolone, natomiast co do korzystania prezentowane są dwa sprzeczne stanowiska: poszukiwania można prowadzić tylko mając pozwolenie oraz pozwolenie jest potrzebne tylko do poszukiwań na obszarze obiektów wpisanych do rejestru zabytków.

W ocenie autorki, drugie stanowisko, z którym można powszechnie zetknąć się na forach internetowych, wynikać może z oparcia się o nieobowiązujące już przepisy. Otóż do końca listopada 2015 roku funkcjonowało rozporządzenie, w którym była mowa o poszukiwaniu ukrytych lub porzuconych zabytków ruchomych, w tym zabytków archeologicznych, przy zabytkach wpisanych do rejestru zabytków przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych i technicznych oraz sprzętu do nurkowania. Wraz z nowym rozporządzeniem (dostępnym tutaj http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20150001789) zrezygnowano z fragmentu „przy zabytkach wpisanych do rejestru zabytków” - ta część została wykreślona, tym samym nie ma już znaczenia, czy poszukiwanie obejmie teren przy zabytkach wpisanych do rejestru, czy też zupełnie inne miejsca – zawsze potrzeba pozwolenia.

Bez niego narażasz się na odpowiedzialność z ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, która mówi, że takie poszukiwanie podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Czym więc jest owo pozwolenie i gdzie je dostać? Pozwolenie wydają wojewódzcy konserwatorzy zabytków, do których należy złożyć wniosek - na przykład w Warszawie obowiązuje taki wzór https://www.um.warszawa.pl/sites/default/files/wniosek_pozwolenie_poszukiwania.pdf.

Czy zatem mając pozwolenie możesz chodzić wszędzie i szukać wszystkiego? Niestety, to nie takie proste. Kwestie problematyczne i są przynajmniej cztery: wybór miejsca spaceru, rodzaj znalezionych przedmiotów, dalsze postępowanie z nimi oraz stan miejsca po zakończonej eksploracji.

Po pierwsze, leśna polana może okazać się czyimś terenem, częścią parku krajobrazowego, miejscem historycznym, stanowiskiem archeologicznym, cmentarzem czy mogiłą, w których to miejscach najczęściej w ogóle nie można prowadzić jakichkolwiek poszukiwań.

Na uwagę zasługuje jedno z popularniejszych rodzajowo miejsc na wykopki, są plaże – choć tu szuka się również skarbów w postaci pamiątek zgubionych przez niefrasobliwych turystów. Tu należy zacząć od ustalenia, czy lokalne władze nie uregulowały tej kwestii. Przykładowo, miasto Szczecin: „Odnosząc się do licznych pytań o zezwolenia na przeszukiwanie plaż wykrywaczami metali, biorąc pod uwagę, że działalność taka nie stanowi zagrożenia dla terenu pasa technicznego, informujemy, że nie jest wymagane uzyskiwania pisemnego zezwolenia Urzędu Morskiego w Szczecinie na wykonywane hobbystycznie przeszukiwania”. Oczywiście warunkiem jest przestrzeganie zasad: tylko plaża (zakaz obowiązuje na wydmach, klifach, w lasach, w obszarach portów i przystani rybackich oraz na terenie parku narodowego), a dodatkowo należy zasypywać wykonane wykopy oraz nie przeszkadzać plażowiczom.

Kolejna kontrowersja to fakt, że odkopany „kawałek żelastwa” może okazać się fragmentem karabinu, a tym samym istotną częścią broni, której posiadanie jest zabronione. Z kolei „coś jak fragment garnka” może okazać się zabytkiem stanowiącym własność Skarbu Państwa. A to wymaga niezwłocznego zawiadomienia wojewódzkiego konserwatora zabytków albo wójta, który zdecyduje co dalej ze znaleziskiem.

Rodzi się pytanie, czy coś dostaniesz za przekazane znalezisko? Tak, nagrodę pieniężną albo… dyplom. To nie żart, wyróżnienia przyznaje sam minister kultury, a jeżeli uzna, że znalezisko posiada „znaczną wartość historyczną, artystyczną lub naukową” to możesz liczyć nawet na gotówkę - maksymalna wysokość to 25-krotność przeciętnego wynagrodzenia, czyli ok. 100 tys. zł. Ale… jeśli nie oddasz, to możesz popełnić przestępstwo przywłaszczenia.

Zachowaj czujność, jeżeli natkniesz się na wszelkie militaria i artefakty historyczne, czyli broń, jej elementy, niewybuchy, niewypały, czyli pociski, miny, bomby, etc. Najlepiej: nie dotykaj, nie zabieraj i nie sprzedawaj na portalach aukcyjnych. Bo za posiadanie broni bez zezwolenia, jej sprawnych części czy amunicji – grozi pozbawienie wolności do 8 lat.

Kolejny aspekt to skutek samych wykopalisk, gdyż po przekopaniu polany oczom może ukazać się krajobraz iście księżycowy, a przecież… za kopane dołów lub rowów w lesie grozi grzywna do 1000 złotych albo nagana (art. 154 Kodeksu wykroczeń) – musisz więc porządkować po sobie teren.

Dodatkowa dolegliwość to fakt, że oprócz kar grzywny czy nagany, istnieje możliwość orzeczenia przepadku narzędzi i przedmiotów, które służyły lub były przeznaczone do popełnienia wykroczenia (nawet jeśli nie stanowią Twojej własności!) i przepadek przedmiotów pochodzących bezpośrednio lub pośrednio z nielegalnych wykopalisk – trafią one do placówki muzealnej.

KU PRZESTRODZE

W 2009 roku łódzcy policjanci z zespołu do walki z przestępczością przeciwko zabytkom zatrzymali 41-latka, który posługiwał się detektorem metali i nielegalnie eksplorował stanowiska archeologiczne. Zniszczył je i przywłaszczył sobie znalezione w nich przedmioty. Rozkopał też i okradł mogiłę żołnierza z II wojny światowej, a znaleziska zaoferował na aukcji internetowej. Policja zainteresowała się nim, gdy wystawił na licytację pióro i nieśmiertelnik wojskowy. W mieszkaniu zatrzymanego zabezpieczono przedmioty z różnych epok, m.in. groty włóczni i strzał, ozdoby z czasów rzymskich, fragmenty ceramiki, noże średniowieczne, monety i nieśmiertelniki wojskowe. Policjanci znaleźli też u niego amunicję różnego kalibru. Sprawca nielegalnymi wykopaliskami zajmował się od sześciu lat, a informacje o stanowiskach archeologicznych i miejscach pól bitewnych znajdował w internecie. Za nielegalne wykopaliska, niszczenie i okradanie stanowisk archeologicznych, okradanie miejsc pochówku oraz nielegalne posiadanie amunicji groziła mu kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Czy nie ma zatem rady dla weekendowych poszukiwaczy? Pewną furtkę może stanowić definicja „zabytku”. Zgodnie z ustawą, zabytkiem jest „nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową”. Pytanie, co jeśli ktoś wcale nie szuka przedmiotów o wartości historycznej, artystycznej czy naukowej, a chociażby przedmiotów współczesnych? Albo tych sprzed lat, ale o zerowej wartości dla szeroko rozumianej nauki i kultury? Albo ma nadzieje na znalezienie meteorytów, które nijak nie pasują do przytoczonej definicji? Można stać na stanowisku, że tego rodzaju poszukiwania nie są uregulowane prawnie, a tym samym są dozwolone.

Jak widać, odpowiedź na pytanie, czy można legalnie szukać skarbów z wykrywaczem metali, to istne wyzwanie. Wydaje się, że zupełnie innej odpowiedzi udzieli pasjonat „wykopków”, archeolog i pracownik muzeum. Od: „możesz robić co chcesz, jak ktoś Cię zatrzyma to mów, że zgubiłeś zegarek”, przez „konieczne jest pozwolenie i stosowanie się do podstawowych zasad”, po „niczego nie szukaj, nie kop i nie ruszaj”. Najłatwiej jest odpowiedzieć, czego na pewno nie możesz robić: prowadzić poszukiwań na stanowiskach archeologicznych, na terenach wpisanych do rejestru zabytków, będących pod ochroną konserwatora jak i na cmentarzach czy innych miejscach pochówku, na terenach prywatnych bez zgody właściciela, jak i naruszać odkryte miejsca pochówku, kości ludzkie, niszczyć lub przywłaszczać znalezione zabytki oraz zabierać znalezioną broń lub jej elementy.

Publikacja artykułu jest częścią projektu „Paragraf bliżej ludzi: kierunek bezpieczeństwo” współfinansowanego z Funduszu Inicjatyw Obywatelskich.